See you in the trees - recenzja soundtracku do "Miasteczka Twin Peaks"

"Diane, 11:30 a.m., February 24th. Entering the town of Twin Peaks.." - nie ma w ciągu roku lepszego dnia niż dziś, by zacząć swoją przygodę z Twin Peaks. A może, po przeczytaniu tej recenzji - przede wszystkim z muzyką z serialu.

Miasteczko Twin Peaks to synonim zagadki. Ludzie latami zabierają się za ten "dziwaczny wytwór" Lyncha - nie rozumieją go, więc odpuszczają. Ale niezrozumienie jest tu kluczem. Twin Peaks to tajemnica. Sam parę razy podchodziłem do serialu, ale w końcu, szczególnie za sprawą ścieżki dźwiękowej zrozumiałem, że to coś więcej niż telewizyjne show. Niektórzy znajomi odruchowo się ze mnie śmieją, bo nie jestem serialowym maniakiem, a jednak zawsze, gdy ktoś w mojej obecności choćby napomknie o Twin Peaks, to ja od razu zgrywam eksperta. Kocham ten serial, ten świat oraz - przede wszystkim muzykę. I Kyle'a MacLachlana. Dla niewtajemniczonych (polecam, kto nie widział - wiem, że są tacy [Piotrek, Kasia - oglądać!] - Twin Peaks to zwyczajne górskie miasteczko. Okolicą wstrząsa informacja, że uczennica liceum, Laura Palmer, znana i lubiana przez mieszkańców, ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Kto mógł zabić - przecież w takiej mieścinie wszyscy się znają, niemal wszyscy są poza podejrzeniem. No ale zbrodnię ktoś popełnił, więc do miasta przyjeżdża agent FBI, który ma za zadanie rozwikłać zagadkę. A reszta - trzeba obejrzeć, by się dowiedzieć.



Mimo całego uwielbienia dla świata przedstawionego, to jakoś ciężko jest mi (chyba od zawsze) pisać o filmach, a opisywanie odczuć względem muzyki przychodzi mi łatwiej. Mam wrażenie (i jednocześnie nadzieję), że dzięki temu to, co piszę, jest prostsze w odbiorze. Dlatego też czytacie tu recenzję muzyki, a nie samego serialu. Wyjaśniłem już wszystko. W takim razie - do rzeczy. Dwa lata temu napisałem recenzję soundtracku na łamach MoviesRoom.pl. Zdecydowałem, że chcę się podzielić z Wami nią także tutaj, by w ogromie tych internetowych treści nie zginęła. Nie zmieniłbym tu ani zdania, choć jedną rzecz chcę dodać - gdy kręcę placek z soundtrackiem, średnio każdy, kto słucha w tym czasie ze mną, po jakimś czasie prosi o wyłączenie muzyki. ,,Mateusz, boję się" - słyszę. Czyli Badalementi i Lynch zrobili to, o co im chodziło. Nawet wiele lat po premierze. Oryginalnie recenzja została opublikowana 18 lutego 2018 roku. A za parę miesięcy minie 30 lat od pierwotnej emisji serialu w amerykańskiej telewizji. Zapraszam. Żeby było miło - można słuchać tutaj zripowanej (zgranej) z winyla wersji. I czytać naraz. Zapraszam x2.


SIDE A 

Miasteczko Twin Peaks obrosło kultem. Serial, który zadebiutował 8 kwietnia 1990 roku od razu wstrząsnął Amerykanami. Laura Palmer mogła być w końcu sąsiadką, przyjaciółką, córką każdego. Tajemnicę wzbudzała nie tylko fabuła stworzona przez Davida Lyncha i Marka Frosta. Krokiem w stronę kultowości oraz ujęcia prawdziwego, iście mrocznego klimatu serialu był stworzony przez Angelo Badalamentiego z pomocą Davida Lyncha soundtrack.

Mam w zwyczaju oglądać kolejne sezony i kontynuacje filmów nieco pospiesznie. Początkowe napisy informujące o twórcach programów zwykle bez namysłu przesuwam. Czołówka Miasteczka Twin Peaks jest chyba jedynym wstępem do serialu, którego nie pomijam nigdy. Twin Peaks Theme zna każdy kinoman, a Internet roi się od coverów pierwszego utworu ze ścieżki dźwiękowej słynnego serialu. Instrumentalna wersja piosenki Falling z płyty Floating into the Night Julee Cruise, artystki, której głos kojarzy się wszystkim głównie z sennym i nostalgicznym śpiewem w barze Roadhouse jest niejako esencją tego, co dopiero czeka na słuchacza. Mocno zapadające w pamięć orkiestracje wprost z syntezatora, rytmiczne i pulsujące uderzanie w klawisze Fender Rhodes są jedynie przystawką do dania głównego, które czeka w drugim utworze. Laura Palmer’s Theme jest z początku utworem, który gasi ostatnią iskrę nadziei. Po pierwszej minucie nadzieja wraca – jeszcze bardziej żywa niż kiedykolwiek przedtem. Dźwięki te „gubią” słuchacza raz za razem. Na początku jesteśmy w ciemnym, mrocznym lesie. Za moment pali się dla nas światełko za którym mamy podążać, lecz tak odległe nigdy nie zostaje osiągnięte. W utworze poza przeszywającym, powtarzającym się syntezatorowym motywem pojawia się także prawdziwe, żywe pianino, które stara się jednocześnie zmniejszyć i spotęgować emocjonalny ładunek płynący z utworu. Kto choć raz obejrzał Twin Peaks już zawsze słysząc te melodię przypomina sobie o Laurze.


Po mocno onirycznych i jednocześnie nostalgicznych utworach przychodzi czas na Audrey’s Dance. Na głównym planie znajduje się pstrykanie, nie ustaje dźwięk miotełek perkusyjnych oraz flet, a sam utwór brzmi jak jazzowe jam session. Nakładające się na siebie poszczególne partie wprowadzają chaos, który wciąż powraca i zanika. Wciąż też na główny plan przebija się nieco zmieniony motyw z Laura Palmer’s Theme. The Nightingale to pierwszy utwór na którym oprócz różnorakich instrumentów słyszymy głos. Julee Cruise wydała tę piosenkę w 1989 roku na wspomnianej już wcześniej płycie, a swym głosem zrobiła wiele dobrego dla ścieżki dźwiękowej serialu. Nie wyobrażam sobie innego, bardziej płaczliwego, wręcz pełnego rozpaczy i tęsknoty głosu, który miałby ją zastąpić. Freeshly Squeezed natomiast jest nieco zmienioną wersją Audrey’s Dance zagraną na syntezatorze o brzmieniu marimby. Rytmu utworowi nadaje niekończące się, przyjemnie irytujące pstrykanie.

SIDE B

The Bookhouse Boys to kolejny jazzowy numer z uzależniającym, saksofonowym wstępem. Tutaj temat z jednego utworu przeradza się w drugi łącząc je w jeden. Into The Night od zawsze jest dla mnie kolejnym wspaniałym pokazem kunsztu Cruise, którego tempo i instrumentalna partia wprowadzają w trans. Fragment „So dark..” wybudza z niego i stawia słuchacza do pionu, by następnie na nowo pogłębiać zapoczątkowaną już chwilę wcześniej muzyczną hipnozę.

Night Life in Twin Peaks jest tak samo ponure, jak tytułowe nocne życie w Twin Peaks. Klarnet w tym przypadku o dziwo nie powoduje, że utwór staje się przyjemniejszy – wręcz przeciwnie. Klarnet jest tu prowodyrem całej tajemniczości i mroku, który nie ustaje. Dance Of The Dream Man budzi w myślach każdego obraz tańczącego karła oraz pstrykającego Coopera. A mnie zmusza do stwierdzenia, że wspomniane już wielokrotnie przeze mnie wcześniej pstrykanie wiąże ze sobą niemal każdy dźwięk na płycie i uzależnia słuchaczy, każąc słuchając wciąż spotykać się palcom – środkowemu i kciukowi. Mieszanka saksofonu i kontrabasu powoduje, że rytmowi nie można się oprzeć, zmusza do jeśli nie tańczenia to choć ruszania się do taktu. W tej końcowej części płyty jest mniej nostalgii i smutku – coraz więcej za to tajemnicy i niepokoju. Powraca on dopiero w przedostatnim utworze czyli Love Theme From Twin Peaks, rzewnej wersji tematu Laury Palmer, która różni się od pierwotnej wersji oprócz tytułu tym, że jest zagrana na flecie. Na koniec puenta i powrót do korzeni, czyli Falling. Piosenka z tekstem napisanym przez Lyncha brzmi inaczej niż w wersji, którą słyszeliśmy na początku, bo wzbogacona o wymowny tekst o miłości.

Okładka "Soundtrack from Twin Peaks" (1990)

Ścieżka dźwiękowa do Miasteczka Twin Peaks jest jego nieodłączną częścią. Z pewnością zabrakło tutaj dwóch utworów, które podobnie jak pozostałe są ważnym elementem serialu – mowa tu o The World Spins oraz Rockin’ Back Inside My Heart z repertuaru Julee Cruise. Mimo to nie przemawia to na niekorzyść samego muzycznego doboru utworów, bo ani przed ani po pojawieniu się Miasteczka Twin Peaks nie było tak kompletnego i idealnie wpasowanego do koncepcji serialu soundtracku. Stworzony według określonej wizji jest artystycznym dziełem, za które możemy być wdzięczni duetowi Lynch/Badalamenti. Raz przesłuchany każe do siebie wciąż wracać.


Ocena: 100/100

PS: Od czasu odsłuchu soundtracku do pierwszego sezonu, ukazały się jeszcze wznowienia - do filmu Fire Walk With Me, drugiego sezonu, a także do trzeciego. W sumie jest to 5 płyt, wszystkie różnorodne lecz posiadające ten "tajemniczy" charakter. Żadna z nich i tak nie pobije tego pierwszego soundtracku. Szkoda, że oficjalnie nigdy nie ukazał się ten utwór w TEJ wersji. Hipnotyzujący, dlatego zostawiam go na sam koniec. Miłego słuchania. 



PPS: Warstwa muzyczna niesamowicie mi odpowiada. Od momentu, gdy pierwszy raz przesłuchałem soundtrack do tego serialu, zacząłem odnajdywać się w takich muzycznosennych klimatach - w pewnym momencie (czasami nadal) słuchałem prawie tylko tej muzyki. Pozostałe nagrania Angelo Badalamentiego są tak samo świetne - jeszcze raz polecam.

Komentarze

Popularne posty